blog Chmurki eu – Jak zostać pilotem samolotu?

Kurs MCC (współpraca w załodze wieloosobowej) – część teoretyczna

Kurs MCC po rozwinięciu skrótu oznacza Multi Crew Coordination. Czyli co konkretnie? Na tym szkoleniu poznaje się podstawy pracy w samolocie, którego obsługa wymaga więcej niż jednego pilota.

Bo przecież co innego sterować małą Cessną, a co innego odrzutowym Airbusem, gdzie wszystko dzieje się kilkukrotnie szybciej, a systemów do ogarnięcia jest naprawdę multum.

I piszę tu o normalnych procedurach. A co dopiero w przypadku jakichś awarii? Ogrom automatyki i sporo czynności do przeprowadzenia sprawia, że dwóch pilotów w kokpicie „dużego” samolotu to standard. I podział, niezależnie od modelu, jest w przeważającej większości taki sam. Jeden z członków załogi jest pilotem lecącym, a drugi monitorującym.

kurs mcc
Po lewej kapitan, po prawej pierwszy oficer. Ale podział obowiązków nie zawsze zależy od tego gdzie siedzimy 🙂 fot. chmurki.eu

Pierwsze spostrzeżenia

Właśnie tutaj zaczyna się cała zabawa. Bo co oznacza, że jeden leci a drugi monitoruje? Czyli co robią? O tym wszystkim opowiadają wykładowcy na tym szkoleniu.

Zdecydowałem się odbyć kurs MCC w Lot Flight Academy. Jednym z powodów była cena. Drugim bliskość ośrodka szkolenia od miejsca zamieszkania. Trzecim ewidentne, choć nieformalne, związki z linią lotniczą.

Opinie słyszałem różne, zarówno pozytywne jak i negatywne. Uznałem jednak, że w tym momencie będzie to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Po części teoretycznej nie zawiodłem się. Szkolenie stało na wysokim poziomie.

Zarówno jeśli chodzi o poziom merytoryczny, jak również biorąc pod uwagę czynnik ludzki: prowadzący byli po prostu sympatyczni i swoją postawą sprawiali, że pięcio- czy ośmiogodzinne wykłady nie były męczarnią, a przyjemnością. I już nie mogę się doczekać części praktycznej!

Zanim jednak napiszę o praktyce, to muszę ją odbyć. A zaczynam za niespełna tydzień, więc pewnie na przełomie maja i czerwca powstanie kolejny artykuł 🙂

Póki co mam wrażenie, że trzeba na nowo nauczyć się latania. Takie uczucie towarzyszyło mi już dwukrotnie… Na początku mojej lotniczej drogi, kiedy jako żółtodziób zaczynałem kurs PPL(A), a potem wdrażając się w latanie wg wskazań przyrządów, czyli IR.

Jeśli chcesz przeczytać o tych wcześniejszych historiach, kliknij w linki w poprzednim zdaniu 🙂

Jak wygląda podział godzinowy?

Szkolenie teoretyczne w LFA trwa 25 godzin.

Z tego 10 godzin to tzw. „aspekty nietechniczne współpracy w załodze wieloosobowej”. Poruszane są tutaj tematy związane głównie z psychologią i relacjami międzyludzkimi.

Wydawać by się mogło, że to najnudniejsza część szkolenia, bo przecież każdemu chodzi o to, żeby nauczyć się latać dobrze technicznie. Jednak nie można lekceważyć właśnie relacji pomiędzy członkami załogi, bo one mogą często być przyczyną sukcesu lub niepowodzenia.

Dwa dni po pięć godzin wykładów minęły naprawdę szybko i przyjemnie. Nie było tutaj dużo „suchej” teorii i analizy zachowań. Było natomiast sporo fajnych przypadków uruchamiających nasze myślenie. Takich otwierających oczy na pewne pułapki umysłowe i pozwalających na poszerzenie horyzontów i wyobrażeń dotyczących współpracy na linii kapitan – pierwszy oficer. Jak dla mnie 10/10!

Dwa kolejne dni były już bardziej techniczne. Dwóch różnych wykładowców, obaj z ogromną wiedzą i doświadczeniem. Dodatkowo, chętnie się tą wiedzą dzielącymi. Bo niby przecież to „taka praca” i ich obowiązek, ale różnie to bywa z instruktorami i wykładowcami 🙂

Te dwa dni wykładów dało nam łącznie kolejnych 15 godzin teorii. I bagaż wiedzy dotyczącej głównie:

– systemów automatyki symulatora (autopilot, autothrottle, itp.),

– systemów pokładowych symulatora (czyli tego co w kokpicie),

– list kontrolnych i briefingów (jest ich cała gama: od tych przedlotowych, po te w locie i po jego zakończeniu),

– SOP, czyli procedur operacyjnych (na potrzeby szkolenia zostały opracowane w nieco okrojonej wersji w porównaniu z procedurami linii lotniczych, ale to wciąż 84 strony wypełnione bardzo ważnymi treściami).

Symulator…

Skoro padło już to słowo, to trzeba wyjaśnić. I powiedzieć o największym jak dla mnie minusie tego szkolenia. Otóż, będziemy się uczyć latać na symulatorze samolotu, który tak naprawdę nie istnieje. To symulator wyprodukowany przez francuską firmę Alsim.

Choć ma sporo plusów i odwzorowuje działanie tzw. medium jeta, czyli samolotu odrzutowego o średniej wadze (kilkadziesiąt ton, jak np. Embraer 190, Boeing 737 czy Airbus A320), to tak naprawdę jest zlepkiem różnych systemów. Zatem daje jako takie pojęcie o lataniu „dużym” samolotem, to jednak w mojej ocenie lepiej byłoby się szkolić na symulatorze, np. B737.

Dlaczego Lot Flight Academy?

Dlaczego zatem nie zdecydowałem się na szkolenie przeprowadzane na symulatorze prawdziwego samolotu? W Polsce praktycznie cała dostępna oferta opiera się na symulatorze Alsima lub podobnym i brak takiego kursu na rynku. Zagranicą można go zrobić. Jednak często dwu-, trzy- lub nawet czterokrotnie drożej niż tutaj.

Najtańszy kurs MCC (plus JOC w cenie) jaki znalazłem oferuje węgierski Simnest na simie A320. Koszt w tym momencie (maj 2022 roku) to 3148 euro. Dodając do tego konieczność wyjazdu i zorganizowania sobie życia przez minimum 2-3 tygodnie gdzieś na obczyźnie plus organizacji życia rodziny tutaj na miejscu (kolejne koszty), odpuściłem.

W LFA za sam kurs MCC zapłaciłem 7000 złotych. Do tego dołączyłem w pakiecie szkolenie JOC (Jet Orientation Course) za dodatkowe 2500 złotych. Wniosek dość prosty. Skusiła mnie korzystna cena i niezaprzeczalny plus tego, że szkolenie odbywa się w tej samej miejscowości, w której mieszkam.

kurs mcc
Szkolenie odbywam w warszawskiej Lot Flight Academy. Po części teoretycznej wcale nie żałuję wyboru; fot. chmurki.eu

Ile jeszcze tych szkoleń? 😉

To już praktycznie przedostatnie szkolenie (nie licząc JOC, bo traktuje je jako dodatkowe) zanim będę mógł rozesłać pierwsze CV do potencjalnych pracodawców. Oprócz MCC pozostaje jeszcze do zrobienia krótki kurs UPRT Advanced.

Jest to szkolenie polegające na zapobieganiu i wyprowadzaniu samolotu z położeń anormalnych. Na chłopski rozum jest to nieco powiązane z akrobacją, ale w bardzo podstawowym zakresie. W szczegółach opowiem jak już sam doświadczę programu tego mini-szkolenia.

W uproszczeniu, to raptem osiem godzin nauki: pięć godzin szkolenia stacjonarnego, następnie trzy godziny spędzone w samolocie. A potem, tak jak już wspomniałem, szukamy pracy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: