blog Chmurki eu – Jak zostać pilotem samolotu?

Zostać pilotem w rok?

Roboczy podtytuł powinien brzmieć: „Rok w lotnictwie – ambicje i wyobrażenia kontra rzeczywistość”. Czy można zostać pilotem liniowym w rok od rozpoczęcia szkolenia? „Słyszałem, że niektórzy robią to w 1,5 roku, to może mnie uda się w 12 miesięcy…” Miałeś/masz takie myśli na początku szkolenia do PPL-ki? Schowaj je gdzieś głęboko i dobrze się zastanów. A najpierw przeczytaj.

Do popełnienia tego tekstu skłonił mnie kończący się listopad. Dlaczego? Ano dlatego, że 29 listopada 2018 roku po raz pierwszy zająłem miejsce za sterami poczciwej Cessny 152 i po raz pierwszy wzbiłem się w powietrze mając przed sobą perspektywę ciągłej nauki aż do momentu zmiany kokpitu na coś kilka razy większego (czytaj: samolotu pasażerskiego).

Jak blade pojęcie miałem o lataniu rok temu i co się zmieniło w moim podejściu do lotnictwa, podejściu do szkolenia i co wydarzyło się przez ten rok? Liczyłem, że skoro zaczynam 29.11, to może na przełomie roku będę miał już za sobą połowę szkolenia, drugą połowę uzupełnię w styczniu i od lutego na kurs ATPL. 6-8 miesięcy i wychodzę z papierem z Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a dalszy nalot i kolejne kursy (IR, ME, itd.) to już tylko kilka miesięcy. Rok to za krótko, ale może w półtora się uda?

Po roku od rozpoczęcia szkolenia symulator B737 to odpowiednie miejsce. Na prawdziwy kokpit trochę zbyt wcześnie. Fot. Chmurki.eu

Cóż… uśmiecham się tylko z politowaniem sięgając pamięcią do moich myśli sprzed roku. Przestworzy na razie nie zawojowałem, ale kilka faktów warto odnotować. Szkolenie do licencji pilota turystycznego (popularna PPL-ka) zakończyłem egzaminem pod koniec czerwca i odbiorem licencji pod koniec sierpnia. Czyli zajęło mi to 9 miesięcy. Czy dało się to zrobić szybciej? Na pewno. Swoje przemyślenia w zakresie walki z czasem opisuję tutaj: https://chmurki.eu/ile-trwa-kurs-ppl-watpliwosci-cz-1/ Jakie wnioski? Najwięcej czasu pochłania oczekiwanie: na samolot, na pogodę, na terminy egzaminów, na dokumenty, na rozpoczęcie kolejnego kursu.

Musiałbyś mieć niezwykłego farta i być niezwykle oddanym sprawie (a najlepiej z backupem w postaci ukończenia jakiegoś technikum lotniczego czy wylatanym tysiącem godzin na symulatorach – w sposób świadomy), żeby udało Ci się przebrnąć przez szkolenie niezwykle szybko i sprawnie. Nawet gdy jesteś dobrze przygotowany do nadchodzących wyzwań (nowe kursy, nowa dawka wiedzy, nowe umiejętności do opanowania) jest jeszcze co najmniej drugie tyle czynników, które mogą sprawić, że całe szkolenie się przeciągnie.

Droga do kokpitu poważnej maszyny bywa kręta jak skrzyżowanie Modlińskiej z Trasą Toruńską. Na szczęście po drodze jest sporo znaków, trzeba tylko znać drogę 😉 Fot. Chmurki.eu

Czy to źle? Według mnie nie. Latanie uczy pokory. Łatwo mogę wyobrazić sobie napaleńca, który wykłada 200 – 300 tysięcy złotych na stół i żąda, aby zrobić z niego pilota. I tacy ludzie też się pojawiają. Czy to dobre podejście? Z pewnością nie dla mnie. I bardzo dobrze, że mimo posiadanych pieniędzy, licencji po prostu nie da się kupić. Trzeba swoje „odcierpieć”. I to oczekiwanie też bywa całkiem przyjemne, a przy okazji jest czas, aby zdobyta wiedza ukonstytuowała się pod czaszką.

Na pewno nie polecam robić przestojów w szkoleniu – szkoda czasu na późniejsze odświeżanie wiadomości. Ale nie za wszelką cenę należy „iść za ciosem”. Czasem chwila spędzona dłużej na ziemi może sprawić, że sam lot, mimo że krótszy, będzie przyjemniejszy. Bez napalania się, warto krok po kroku zmierzać do obranego celu. Czy droga jest łatwa? Nie jest. Co jest najtrudniejsze? Chyba teoria do ATPL(a). Piszę chyba, bo odpowiedź znam na razie tylko częściową. Nie wiem co będzie dalej, bo choć są plany, to póki co z tą teorią się zmagam i na niej skupiam.

Sprawnie zdane egzaminy teoretyczne ATPL, to spora szansa na szybkie przejście do kolejnych etapów szkolenia. Jednak do nauki trzeba się solidnie przyłożyć. Fot. Chmurki.eu

O tym jak się uczę i jaki ogrom wiedzy jest do przyswojenia prędzej czy później na pewno coś napiszę, bo temat wymaga szerszego omówienia. Jednak, żebyś miał świadomość – zanim skończysz PPL-kę zacznij uczyć się do ATPL i rób to systematycznie i rzetelnie. A potem nastaw się, że będzie jeszcze gorzej. Minimum pół roku będziesz absolutnie wyjęty z życia. I drogi na skróty nie ma, chyba że chcesz, żeby zajęło Ci to trzy lata, to możesz się bawić i „uczyć”.

Ten punkt (czyli ATPL theory) jest niewątpliwie jednym z niewielu momentów, gdzie bez pasji i prawdziwej motywacji na pewno nie pójdziesz dalej. Jak pisałem wyżej, licencji nie da się po prostu kupić. Jak chcesz mieć porównywalne zarobki do pilota, to zostań lepiej programistą. Łatwiejsza droga i mniej stresu, a koszty kursów też niższe niż tych lotniczych.

Nie będę zbyt odkrywczy pisząc, że w lataniu można się zakochać 🙂 Fot. Chmurki.eu

A propos pasji, ja odkrywałem ją stopniowo i dalej ją odkrywam. W zeszłym roku byłem totalnie zielony. W mojej rodzinie na próżno szukać lotniczych śladów. Podobnie jak w moich wcześniejszych zainteresowaniach. Nie sklejałem modeli samolotów, nie bawiłem się latawcami, nie byłem spotterem, nie jestem inżynierem po politechnice. Poznaję całe środowisko: sposób funkcjonowania, zasady, przepisy. Poznaję nowe, wyjątkowe osoby. Poznaję nowe miejsca: lotniska i lądowiska. Poznaję nowe możliwości i uczę się wciąż nowych rzeczy.

Na chwilę obecną, podsumowując mój pierwszy lotniczy rok, mam wylatane 65 godzin i zrobiony Night Rating (VFR Noc). Udało mi się polecieć nad ukochaną Jurę Krakowsko-Częstochowską i przelecieć nad rodzinnym domem. Widok Mamy machającej z maleńkiego podwórka do maleńkiej Cessny gdzieś wysoko u góry zapadł mi głęboko w pamięci. Wiem do czego zmierzam w kolejnych krokach i wiem czego chcę podczas szkolenia uniknąć.

Endriu, jeden z moich pierwszych pasażerów. Tankuje samolot po naszym wspólnym locie. Fot. Chmurki.eu

Udało mi się przewieźć kilkoro pasażerów i pokazać im jak fajne jest latanie. Udało mi się połączyć w całość wiele klocków, dowiadując się o sposobach łączenia, o których nie miałem wcześniej najmniejszego pojęcia. Udało mi się pokochać latanie. W rok nie udało mi się zasiąść w kokpicie B737 czy A380, ale to nawet dobrze. Taki żółtodziób, po roku szkolenia, w tak wielkiej maszynie nie byłby niczym dobrym.

Ps. Jeśli pamiętasz swój pierwszy lotniczy rok, napisz w komentarzu jak go wspominasz. Jeżeli jest on dopiero przed Tobą, również podziel się planami w komentarzach 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: