blog Chmurki eu – Jak zostać pilotem samolotu?

Egzaminy ATPL w ULC – sesja (mini-sesja) nr 4

Moja komfortowa sytuacja jeśli chodzi o pozycję zdającego egzaminy teoretyczne poskutkowała zmianą planów. Zamiast zdawać trzy egzaminy na raz, postanowiłem, że rozłożę sobie „robotę” na dwie mniejsze części.

Na wstępie przypomnę…

Zasady zdawania egzaminów teoretycznych ATPL

Przypomnę o zasadach zdawania tych egzaminów. Najpierw należy zaliczyć kurs teoretyczny i wstępny egzamin w ośrodku szkolenia, który taki kurs przeprowadza. O moim wyborze możesz poczytać tutaj.

Następnie składamy wniosek oraz uiszczamy opłatę urzędową (w tej chwili ponad 1000 złotych) za możliwość przystąpienia do egzaminów.

Jak wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony mamy rok na przystąpienie do działania. Czyli na podejście do pierwszego egzaminu. Egzaminów mamy do zdania 14, bo tyle jest przedmiotów.

Aby pozytywnie ukończyć cały proces należy zdać tę magiczną „czternastkę” nie dłużej niż w trakcie 18 miesięcy, ale tylko w sześciu sesjach (najczęściej sesja to wyznaczone dwa tygodnie w pierwszej połowie każdego miesiąca).

Jeszcze jeden ważny aspekt: gdy nie zdamy (a zalicza wynik równy lub wyższy 75%) można dany przedmiot powtórzyć nie więcej niż czterokrotnie.

Gdy skończy nam się osiemnaście miesięcy, nie zamkniemy się w sześciu sesjach lub oblejemy jeden z przedmiotów po raz czwarty, musimy się dokształcić i rozpocząć całą zabawę od nowa.

Tutaj możesz znaleźć poprzednie trzy etapy moich zmagań:

Marzec 2020 – sesja nr 1

Lipiec 2020 – sesja nr 2

Grudzień 2020 – sesja nr 3

W 2021 rok wchodziłem ze zdanymi 11 z 14 przedmiotów. Pozostały mi jeszcze trzy sesje „do wykorzystania” i 3 przedmioty do zdania. Sytuacja bardzo komfortowa.

Nie trzeba mieć umysłu Pitagorasa czy Archimedesa, aby obliczyć, że wychodzi jeden przedmiot na jedną sesję. Jednak potencjalną sesję nr 6 od początku planowania strategii zdawania przedmiotów chciałem zostawić na ewentualne potknięcia i poprawki.

Nie wyobrażam sobie, żeby zagrać z ULCem w rosyjską rulektę i świadomie odkładać jakikolwiek przedmiot na ostatnią sesję. W praktyce oznaczałoby to brak możliwości poprawki. Czyli w przypadku niepowodzenia konieczność doszkolenia się i powtórzenia wszystkich 14-stu egzaminów.

Dlatego pierwotnie rozplanowałem sobie wszystkie przedmioty na pięć sesji. Potem okazało się, że idzie całkiem nieźle, więc pojawiła się możliwość zdania wszystkiego w czterech.

Jednak, jak pisałem już we wstępie, postanowiłem podzielić obciążenie nieźle już obciążonego umysłu. Rozdzieliłem trzy przedmioty na dwie sesje. Po sukcesach kampanii grudniowej pojawiły się w systemie rezerwacje na sesję styczniową.

Trochę spontanicznie stwierdziłem, że zarezerwuję sobie termin. Nie wiedziałem czy zdążę się należycie przygotować, ale nie ryzykowałem wiele. Mimo tego, nawet kilka dni przed wciąż miałem wątpliwości czy podchodzić do egzaminu czy odpuścić (rezerwacja nie oznacza konieczności podejścia do egzaminu).

Złożyło się na to wiele spraw. Pojawienie się na świecie potomka zaburzyło rytm dobowy. Dodatkowo, kilka całkiem poważnych kwestii prywatnych natury mieszkaniowo-finansowej spowodowało, że głowa nie zawsze miała ochotę przyswajać lotniczą wiedzę.

Finalnie jednak udało się osiągnąć stan, w którym stwierdziłem że jestem przygotowany do próby zdania przedmiotu zwanego w języku Anglosasów Performance. Po polsku krócej: osiągi.

Z czym to się je?

Osiągi to przede wszystkim analiza możliwości naszego samolotu pod kątem bezpieczeństwa operacji lotniczej. Jest to przedmiot w dużej mierze oparty na praktycznej wiedzy, z całkiem sporą ilością obliczeń i wykresów. Teoria jest dość prosta i logiczna, aczkolwiek dla zmęczonej głowy potrafi być nieco zawiła.

Główne zagadnienia to obliczenie długości pasa potrzebnego do bezpiecznego wykonania startu lub lądowania. To jest oczywiście zależne od kilku czynników: masy samolotu, działających (lub nie) silników, temperatury, ciśnienia, rodzaju nawierzchni pasa startowego, nachylenia pasa, konfiguracji samolotu (klapy, aktywne systemy, jak odladzanie, itp.).

Ponadto analiza całego spektrum prędkości (Vmcg, V1, Vr, V2, Vx, Vy, Vyse, Vlof, Vref, Vso, Vs1, i jeszcze pewnie z dwadzieścia innych). Mnóstwo drobiazgów, o których należy bezwzględnie pamiętać. I mnóstwo drobnych czynników mających fundamentalne znaczenie dla naszych obliczeń.

Wszystkie prędkości do przyswojenia w ramach przedmiotu Performance; fot. chmurki.eu

Pamiętam, gdy jeszcze przed rozpoczęciem zdawania egzaminów zastanawiałem się nad strategią. Wypisałem sobie wszystkie przedmioty i podzieliłem pod kątem trudności. Opatrzyłem je etykietą: hardcore, hard, medium, easy.

Osiągi dostały łatkę hardcore. Poczytałem opinie i sądziłem, że jest to jakaś zaawansowana trygonometria i „rocket science”. Jak się okazało w trakcie oswajania przedmiotu, „nie taki diabeł straszny” i w pewnym momencie nawet zmieniłem rating na „medium”.

Ostatecznie powiedziałbym, że trudność przedmiotu w mojej subiektywnej ocenie to „medium+” lub „hard-”. Nie zmienia to w żaden sposób faktu, że przygotowania były niezmiernie wyczerpujące. Cieszyłem się, gdy mogłem przespać nockę bez więcej niż jednej pobudki w jej trakcie.

Wieczorne kolki u noworodka zrozumie tylko ten, kto to przeżył. To coś jak z nauką do ATPLa – niby każdy wie, że to ciężka sprawa, ale dopiero jak się przez to przebrnie, można to w pełni zrozumieć. W kilku słowach: otoczenie nie sprzyjało nauce.

Egzamin

Finalnie, na dwa dni przed terminem mojej rezerwacji uznałem, że jestem gotowy na podjęcie rękawicy. Czułem, że jestem nieźle przygotowany.

Najważniejszą kwestią jeśli chodzi o Performance są pytania z wykresami. Czyli te najwyżej punktowane. Wybaczają nawet drobne luki w znajomości „suchej” teorii. A wykresy miałem obtrzaskane bardzo dobrze. Rozumiałem o co w nich chodzi, gdzie czają się pułapki, itd.

Stawiłem się w urzędzie standardowo, w okolicach 8:30. Zastałem niewielką kolejkę do wejścia, która jednak dość szybko się zmniejszała. Dodatkowo, zaraz za mną ustawił się w niej Piotrek, kolega z najlepszego na świecie klubu wspinaczkowego (www.uka.pl).

Piotrek dopiero rozpoczynał pierwszą sesję do ATPL. A rozpoczął ją z przytupem (i życzę, aby podtrzymał świetną passę)! Dlatego czas oczekiwania upłynął bardzo przyjemnie.

Przy rejestracji nowość, choć sądziłem, że mając zdanych 11 z 14 przedmiotów już nic mnie nie zaskoczy. A tu jednak! Dziś pojawiła się awaria drukarek i urzędnicy chwilowo nie są w stanie drukować załączników do pytań.

A przecież połowa (o ile nie więcej) pytań z Osiągów opiera się właśnie na załącznikach. Trzeba było czekać. W końcu windą z innego departamentu zjechała drukarka, po jakimś czasie udało się ją uruchomić, a ja zostałem zaproszony do sali egzaminacyjnej.

egzamin atpl performance
Tak wyglądają przykładowe załączniki. Pobrane i wydrukowane podczas przygotowań do egzaminu; fot. chmurki.eu

Na egzaminie standardowa taktyka: przeglądasz wszystkie pytania, wypisujesz numery załączników. Następnie szybciutko podajesz kartkę z tym spisem do pań za weneckim lustrem i czekasz aż przyniosą gotowe załączniki do twojego stanowiska.

Czas oczekiwania poświęcasz na odpowiadanie na pytania teoretyczne. Zwykle nie trwa to długo. Tymczasem, nowa drukarka pewnie nie współpracowała idealnie.

Zaniosłem karteczkę ze spisem pytań. Następnie zdążyłem już przerobić wszystkie pytania teoretyczne, a załączników wciąż nie miałem przed sobą. Oczywiście czas egzaminu płynął beztrosko, a ja założyłem ręce i czekałem „na robotę” 🙂

Na szczęście podeszła do mnie Pani obsługująca egzaminy i poinformowała, że z uwagi zwiększony czas oczekiwania, doliczą mi bonus w postaci 5 minut. Od razu człowiekowi robi się milej. Choć zupełnie nie spodziewałem się, że jest taka opcja w postaci manualnej ingerencji w czas egzaminu.

Wynik

Ostatecznie te 5 minut okazało się zbędne, bo kliknąłem „zakończ egzamin” jakiś kwadrans przed upływem czasu. Czułem, że wynik będzie dobry, bo wiedziałem, że pytania wyżej punktowane (te z wykresami) zrobiłem prawidłowo.

Kilku odpowiedzi nie byłem do końca pewien, ale gdy zobaczyłem końcowy wynik, przeszył mnie miły dreszczyk. Prawie 96% z przedmiotu, który początkowo miał etykietkę „hardcore”.

Wyszedłem z sali tak zadowolony, że kluczyk do szafki w poczekalni pojechał ze mną do domu i musiałem następnego dnia pojechać, aby go zwrócić 🙂

Udało się po raz dwunasty 😉 Pozostały dwa przedmioty do zaliczenia; fot. chmurki.eu

Na tę sesję nie przewidywałem więcej przedmiotów. Już ten przysporzył wystarczająco dużo stresu i wysiłku. Zostały mi jeszcze 2 z 14. Słownie: dwa. Tylko dwa! Jakże blisko jest już wylot z tunelu. Jak mocno widać już światełko w tej ATPL-owej ciemności.

Nie mogę jednak pozwolić sobie na rozprężenie, bo zarówno Prawo lotnicze jak i Procedury operacyjne określam jako przedmioty średnio-trudne, ale dość „śliskie”. To znaczy takie, które są dość zdradliwe. Podczas egzaminu trafisz kilka dziwnych pytań i jesteś w sytuacji podbramkowej. Niestety, nie jako napastnik, ale jako obrońca.

Dlatego trzymaj, drogi Czytelniku / droga Czytelniczko, kciuki do końca, aby mi się noga nie powinęła na ostatniej prostej. Finisz planowany jest na marzec 😉

Moje dotychczasowe wyniki:

03.03 – Meteorology – 95,29%

06.03 – Radio Navigation – 86,7%

09.03 – Human Performance & Limitations – 93,75%

11.03 – Flight Planning – 84,4%

13.03 – Mass & Balance – 93,55%

 

08.07 – Principles of Flight – 88,64%

15.07 – General Navigation – 95,95%

 

15.12 – Airframes – 90%

21.12 – Instrumentation – 88,33%

23.12 – VFR Communications – 100%

23.12 – IFR Communications – 91,67%

 

21.01 – Performance – 95,83%

2 thoughts on “Egzaminy ATPL w ULC – sesja (mini-sesja) nr 4

  1. Cześć Łukasz,
    Fantastycznie się to czyta. A z racji tego, że nasza lotnicza historia jest trochę podobna, miesiąc temu zrobiłem VFR Noc, buduję nalot i właśnie rozpoczynam teorię ATPLa, wszystko co piszesz jest mi podwójnie bliskie. Mówiąc krótko chłonę jak gąbka każde zdanie z lotniczą perspektywą w tle i morda mi się śmieje, widząc kogoś kto jest już kawałek przede mną.
    Czekam na kolejne wpisy, trzymam mocni kciuki za Twoje kolejne kroki i do usłyszenia gdzieś na radiu (a może nawet do zobaczenia gdzieś na ziemi, EPGY jest mi szczególnie „bliskie”, więc jest to prawdopodobne ;)).
    Pozdrawiam,
    Jacek

    1. Cześć Jacku!
      Wielkie dzięki za dobre słowa, cieszę się że się podoba! 🙂 EPGY fajne lotnisko, bywałem czasami, więc jest szansa na spotkanie 🙂 Na nowe wpisy także, ale póki co ani nic nie zdaję, ani też nie latam (zimowa przerwa spowodowana poniekąd nauką do ATPLa, a jak już miałem rezerwacje na samolot, to pogoda nie dopisywała), więc nie piszę o swoich przygodach z prostej przyczyny – nie ma o czym 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: