blog Chmurki eu – Jak zostać pilotem samolotu?

Budowa nalotu: lądowisko Dąbkowice Dolne.

Piękny weekend za mną. W sobotę zaliczona teoria do VFR Noc, o czym można poczytać tutaj. W niedzielę natomiast wycieczka w południowo-zachodnie rejony. Budowa nalotu to świetna okazja, żeby odwiedzić nowe miejsca i zebrać doświadczenia nieco inaczej niż podczas kolejnego lotu w świetnie znane miejsce.

Niby niedaleko, ale dwie godzinki polatane i zaliczone nowe lądowisko. A to zawsze fajne doświadczenie, w dodatku gdy samo miejsce jest niezwykle sympatyczne, podobnie jak jego właściciel.

Przygotowania.

Początkowo planowałem lot do Płocka i lądowanie na tamtejszym trawiastym pasie. Ale żeby nie było za krótko (z Modlina do Płocka i z powrotem wychodzi C152 ok. godziny lotu), to chciałem jakoś urozmaicić. Pomyślałem: dołożę jeszcze Grądy.

Jednak, gdy spojrzałem na mapę, stało się jasne, że ciężko będzie pogodzić odległość z czasem pozostałym do zachodu słońca. Samolot miałem zarezerwowany na 15:30, a nigdy nie ma pewności, że akurat o planowanej godzinie uda się wystartować.

Dlatego szukałem innych „wyzwań”, co by nie latać jedynie dookoła komina. I tak rozglądając się po mapie i bazie lotnisk i lądowisk dlapilota.pl znalazłem lądowisko w Dąbkowicach Dolnych, jakieś 3-4 kilometry od Łowicza.

Komentarze przychylne, wszystko wydaje się spoko. Ale nigdy wcześniej tam nie byłem. Wykonałem przedpołudniowy telefon do właściciela z pytaniem czy można przylecieć, w jakim stanie jest pas i czy mam się spodziewać jakichś utrudnień na podejściach.

Okazało się, że pas jest ok, żadnych problemów nie ma, sąsiedzi nie narzekają na hałas, więc kręgi można tworzyć „do wyboru, do koloru”. Przeszkód lotniczych w okolicy brak. Jedynym wyzwaniem będzie więc znalezienie lądowiska, co z góry wcale nie jest takie oczywiste.

Drugi telefon wykonałem do płockiego aeroklubu. Pytanie czy nie planują jakichś imprez na lotnisku i czy można przylecieć. W odpowiedzi słyszę: ruch normalny, można przylatywać.

I drugie pytanie (zawsze o takie kwestie najlepiej wypytać lokalsów): czy ruch nad Wisłą, nad miastem, odbywa się normalnie, czy są tam jakieś ograniczenia? Odpowiedź jeszcze bardziej mnie ucieszyła, gdyż jedynym warunkiem jest utrzymanie odpowiedniej wysokości i można przelatywać wzdłuż wiślańskiej skarpy i starówki. A pamiętam z wycieczki „naziemnej”, że Płock jest całkiem ładnym miasteczkiem, więc chętnie zobaczę je z góry.

Poszukiwania towarzysza podróży.

Żeby nie było mi smutno w kokpicie ani w kieszeni, poszukałem towarzystwa na niedzielny podniebny spacer. Pomogła grupa na FB pod nazwą Bla-bla Air, gdzie wrzuciłem ogłoszenie i oczekiwałem na odzew.

Jeszcze tego samego dnia napisał do mnie Piotr. Posiada już licencję PPL, ale rzadko bywa na lotniskach kontrolowanych, więc chętnie odświeży sobie procedury z tym związane. Umawiamy się zatem na niedzielę i czekamy na pogodę (odpowiednią pogodę).

Ta wydaje się być przez cały tydzień stabilna, więc stresu dużego nie ma. Na 95% będzie pozwalała na lot. I tak właśnie się dzieje.

Realizacja planu – budowa nalotu 🙂

Dlatego w Modlinie pojawiamy się w dobrych nastrojach. Wypełniam część dokumentów przedlotowych i jedyne czego brakuje, to samolotu. Poprzednik jeszcze nie wrócił ze swojej trasy. Troszkę się przeciągnęło, bo na ziemi miał być o 14:30, a wylądował dopiero w okolicach 15:15.

Cóż, nie pierwszy raz przekonuję się lotnictwo uczy cierpliwości 🙂 Po przekazaniu samolotu szybko go tankujemy, robię przegląd przedlotowy i możemy instalować się na pokładzie maleńkiej Cessny.

Ustawiam na radiu częstotliwość Modlin Delivery, proszę o zgodę na lot i o pogodę. Wcześniej jednak składam życzenia, bo 20 października jest Międzynarodowym Dniem Kontrolerów Lotniczych.

Ekipa kontrolerów wykonuje świetną robotę, więc czuję się wręcz zobowiązany życzyć im wszystkiego co najlepsze. Okazji do życzeń podczas dzisiejszego lotu jest kilka, bo częstotliwości w użyciu będzie sześć, a w dodatku kontrolerzy też zmieniają się na służbie co określony czas.

Nietrudno się domyślić, że można w trakcie dwugodzinnego lotu rozmawiać przez radio z ok. 10 różnymi osobami. Wszystkim życzeń nie składamy, ale gdy na radiu jest względny luz, pozwalam sobie na odejście od procedur i parę ciepłych słów posyłam. Dzięki temu w eterze jakoś milej się robi 🙂

Czas na start. Samolot idzie gładko do góry. Z pasa 26 lecimy po punktach Uniform, Victor, wkrótce żegnamy się ze strefą kontrolowaną Modlina i przechodzimy na Olsztyn Informacja.

Dalej na pamięć, wzdłuż Wisły aż do Wyszogrodu. W punkcie Quebec zmieniamy częstotliwość na Warszawa Informacja, składam życzenia i lecimy w stronę Łowicza.

Pogoda piękna, powietrze spokojne, jedyne odstępstwo od ideału to nieco mętne powietrze jakie nam towarzyszy. Szczególnie dokucza, gdy leci się pod słońce. Z powrotem nie będzie przeszkadzało.

Lądowisko Dąbkowice Dolne.

W okolicach Łowicza przechodzimy na lokalną częstotliwość i rozglądamy się usilnie próbując odnaleźć pas, na którym planujemy niebawem wylądować. Mniej więcej wiemy czego szukać – wcześniej wydrukowałem widok z Google Maps zaznaczając charakterystyczne punkty.

W dodatku na radiu mamy odzew ze strony p. Stanisława, właściciela lądowiska i po chwili przelatujemy nad pasem. Melduję lewy krąg do „dwa zero”, cztery szybkie zakręty i jesteśmy na prostej.

Ciut za wysoko, ale klapy 30 szybko pozwalają zredukować nadmiar wysokości. Po chwili witamy się z właścicielem tej pięknej trawki, na której wylądowała poczciwa Cessna.

Budowa nalotu. Cessna 152, Dąbkowice Dolne.
Nasza Cessna w Dąbkowicach Dolnych; fot. chmurki.eu
Budowa nalotu. Samolot ultralight Dąbkowice Dolne.
Ultralight właściciela lądowiska; fot. chmurki.eu
Budowa nalotu. Lądowisko Dąbkowice Dolne.
Pas w całej okazałości. Łowicz-Dąbkowice to świetne miejsce dla małego lotnictwa 🙂 fot. chmurki.eu
Budowa nalotu. Lądowisko Dąbkowice Dolne.
Hangar i cała infrastruktura na 5+. Nic więcej tam nie potrzeba; fot. chmurki.eu

Nie mamy sumienia odmówić zaproszenia na szklaneczkę wody. Rozmawiamy chwilę o okolicy, o lataniu naszym i p. Stanisława, o samolotach stojących w hangarze.

Czas płynie szybko, zachód słońca się zbliża, a przed nami jeszcze Płock i powrót za dnia, więc opuszczamy gościnne progi i szykujemy się do ponownego startu. Wiatru praktycznie nie ma, rękaw wisi, więc tym razem start niby z wiatrem, ale tak naprawdę w ciszy.

Z pasa 02 samolot ładnie idzie do góry, a po niewielkiej korekcie na kurs 340 Płock mamy dokładnie przed sobą. Stwierdzamy z Piotrem, że to niesamowita frajda móc robić to co się kocha.

Wspaniale mieć kawałek swojego pasa i ultralighta do cieszenia się widokami i uczuciem przebywania w powietrzu. Tym większy podziw, że p. Stanisław dopiero w wieku 61 lat nauczył się latać!

Budowa nalotu. Widok na Wisłę w dolocie do Płocka.
Charakterystyczna wyspa na Wiśle w dolocie do Płocka; fot. chmurki.eu
Płock znad Wisły
Na pierwszym planie Wisła, potem skarpa z najważniejszymi zabytkami miasta, w tle Orlen, strefa zakazana; fot. chmurki.eu
Płock z kokpitu C152
Płock z kokpitu C152; fot. chmurki.eu

Dookoła Płocka.

Wracając na trasę… Szybka analiza dostępnego czasu i podejmuję decyzję, że w Płocku lądować jednak nie będziemy. Parę razy już tam byłem, więc mogę odpuścić.

Bardzo chciałem za to przelecieć się nad Wisłą, więc obieramy kurs na zachód i lecimy wzdłuż Wisły. Cel: oblecieć miasto. Następnie północnym trawersem bez naruszania lokalnej strefy ATZ, kierujemy się w stronę Modlina. A najpierw na punkt Hotel (Przyborowice, skrzyżowanie lokalnej drogi z S7).

Wisła_zachód_słońca_z_samolotu
Wisłę i zachód słońca zostawiamy za plecami; fot. chmurki.eu

W stronę Modlina.

Przed punktem EPMOH informuję, że przechodzę na łączność z Modlin Wieżą, a w odpowiedzi słyszę, że powinienem to powiedzieć na Olsztyn Informacja, a ja jestem na Warszawa Informacja. Cholera, rzeczywiście.

Sielanka popołudnia nieco przyćmiła umysł i zapomniałem, że w okolicy Płocka powinienem zmienić sektor. Przepraszam, ale nie melduję się już na „Olsztynie”, tylko przechodzę na TWR i proszę o wlot w przestrzeń kontrolowaną.

Dostaję oczywiście zgodę, zapisuję ją skrzętnie i powtarzam na radiu, dzięki czemu możemy kontynuować lot w stronę EPMO. W dolocie, zgodnie z prośbą kontolera, zgłaszam punkt India, dostaję prawy krąg do pasa 26 i po paru chwilach zgłaszam prostą.

Przyziemam krótko za progiem, żeby udało się skołować w Charlie, a nie jechać jeszcze ponad kilometr do kolejnej drogi kołowania, bo potem trzeba ten sam dystans wracać, z dużo mniejszą prędkością niż prędkość podejścia do lądowania.

Lądowanie nieco niechlujne, brakło troszkę dłuższego wytrzymania (oczywiście wszystko w granicach normy), więc nie do końca jestem zadowolony. Grunt, że bezpiecznie 🙂

Po locie.

Opuszczamy pas, kołujemy pod hangar. Uścisk dłoni w ramach podziękowania za niezwykle sympatyczną atmosferę podczas lotu, tankowanie, ustawienie Ceśki w hangarze, dokumenty, potem krótka pogawędka na tematy przeróżne.

Tak kończę swój lotniczy weekend, wyglądając już w stronę kolejnych wydarzeń. A przede mną szkolenie praktyczne do nocki i następny weekend z teorią do ATPL(a). Tym razem na rozkładzie dwa przedmioty: prawo lotnicze i zasady lotu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: