blog Chmurki eu – Jak zostać pilotem samolotu?

Sprawy bieżące :) czyli co u mnie słychać…

W ostatnim artykule opisywałem proces poszukiwań pracy w liniach lotniczych. Ma to niemały związek z tym co obecnie robię. Niemniej, po dwóch nieudanych procesach rekrutacyjnych, zacząłem odczuwać coraz mocniejszą potrzebę poszukiwania planu alternatywnego 🙂 Jaki to plan i jak przebiegały ostatnie rekrutacje?

W skrócie opowiem poniżej, a w kolejnych tygodniach rozwinę poszczególne tematy i postaram się chronologicznie opisać wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy, każde w osobnym wpisie.

Wakacje pod znakiem zielonej wyspy

Nawet spędzając wakacyjny urlop z dostępem do cieplutkich wód Adriatyku i upalnego chorwackiego słońca, mój umysł skupiał się wokół bardziej północnych, zdecydowanie chłodniejszych klimatów. Nie za sprawą gorszej tolerancji na upały (choć zdecydowanie wolę chłodek niż trzydzieści kilka stopni), a za sprawą Ryanaira.

Mniej więcej od połowy szkolenia traktowałem pracę u irlandzkiego przewoźnika jako priorytet. Tam też aplikowałem w pierwszej kolejności, tam też zostałem w pierwszej kolejności zaproszony.

Najpierw dość prosta część, czyli „online assessment”. Następnie dość szybka pozytywna odpowiedź i zaproszenie do siedziby firmy na właściwy assessment. Trwał jeden dzień, atmosfera była bardzo przyjemna, moje odczucia również niezłe. Niestety, moje odczucia okazały się subiektywne, zostałem odrzucony.

Dublin, Swords. Rekonesans dzień przed rekrutacją; fot. chmurki.eu

Trochę resetu

Zostało 1,5 miesiąca wakacji. Postanowiłem, że to będzie czas na odpoczynek po intensywnym czasie i układanie planów na wrzesień. We wrześniu córcia ruszała do pierwszej klasy szkoły podstawowej, a synek do żłobka. Wiedziałem, że będzie to wymagało poświęcenia (czasu i uwagi).

Za to w sierpniu można było nieco poleniuchować i odreagować poprzednie miesiące. A był to naprawdę intensywny i stresujący czas: wykańczanie mieszkania, przeprowadzka, ostatnie kursy, przygotowania do rekrutacji. Należało nieco odpocząć, zanim organizm sam zdecyduje, że potrzebuje zwolnić.

Aby nieco odpocząć od lotnictwa, wybraliśmy się z rodzinką w moje ukochane Tatry; fot. chmurki.eu

Był to czas, w którym niespecjalnie myślałem o lataniu, choć oczywiście wraz z wysłaniem dokumentów do Ryanaira, aplikowałem też do innych linii. O tym jak szukać pracy, piszę w osobnym artykule, zapraszam do odnośnika.

Były to m.in. Eurowings (Niemcy), Wizzair (Węgry), DHL (Niemcy/UK), Lot (Polska). Czyli wszystkie firmy, których minima do rekrutacji spełniałem. Potem pojawiły się jeszcze ogłoszenia ze strony Smartwings (Czechy), Enter Air (Polska), Air Dolomiti (Włochy) i Sky Express (Grecja).

Złożyłem dokumenty i czekałem na odpowiedź. Jako że odpowiedzi się nie pojawiały, to mogłem skupiać się na relaksie. Trochę bumelowania, krótki wyjazd w Tatry z rodzinką i nie wiem kiedy, a wakacje minęły 🙂

Nadchodzi jesień (wrzesień – październik), trzeba myśleć co dalej…

Należało się nieco ogarnąć. Jak stali Czytelnicy wiedzą, od stycznia nie pracuję. Oszczędności szybko uciekają, a przy takim rozprężeniu, czas również gdzieś ucieka.

Jednak, w przeciwieństwie do wakacyjnego luzu, nagle pojawiło się kilka opcji na raz. Postanowiłem, że wobec ryzyka nieznalezienia pracy w liniach, trzeba mieć jakąś alternatywę, żeby nadal być w lotnictwie. Jednocześnie nie wypaść z branży, ale nie wydawać już dużo więcej pieniędzy na latanie.

Z racji moich doświadczeń zawodowych i cech charakteru uznałem, że fajną drogą rozwoju będzie ścieżka instruktora samolotowego. Szukałem rozpoczynającego się kursu (teoria dość długo trwa, to 125 godzin szkolenia) w kilku miejscach.

Praca instruktora zawarta w jednym zdaniu? Proszę bardzo! źródło: FB Baranów International Memport

Chciałem rozpocząć jak najszybciej, żeby jeszcze przed zimą uzyskać uprawnienia. Przełom roku to najczęściej czas najgorszej pogody i nie jest to najlepszy czas dla instruktora – zarabia najmniej, bo najmniej lata.

Ostatecznie z wariantów zielonogórskiego, piotrkowskiego i modlińskiego, zdecydowałem się na ten ostatni. Szkolenie instruktorskie trwa nadal, niebawem kończymy część teoretyczną i czeka mnie jeszcze 30 godzin praktyki w locie. Szkolę się w doskonale mi znanym Smart Aero, czyli szkole z którą jestem związany w zasadzie od początku mojej lotniczej drogi.

Gdy zimno i pada, zawsze można polatać pod dachem 🙂

Tutaj z pomocą przyszło ogłoszenie o pracę w warszawskim Jet-Teamie. To firma, która posiada komercyjny symulator Airbusa 320. Właśnie kończę przyuczać się do roli „instruktora”. Symulator nie jest certyfikowany, więc dla szkolenia lotniczego nie ma większej wartości.

Jednak dość dobrze oddaje fizykę lotu, a kokpit jest wykonany w skali 1:1.  Każdy zainteresowany może wykupić voucher i polatać takim A320 w asyście jednego z pracowników Jet-Teamu. Niebawem również w moim towarzystwie – gdybyś miał(a) ochotę, to się polecam 🙂

Jet-Team
Masz chęć polatać w dobrym towarzystwie? Daj znać 😉 źródło: FB Jet-Team

Jestem już po pierwszych lotach z klientami (pod nadzorem doświadczonych kolegów) i przyznam, że takie „latanie” również daje sporo frajdy. Jednak największym plusem jest możliwość zapoznania się z kokpitem i filozofią Airbusa pod kątem mojego celu nr 1, jakim jest prawdziwy kokpit i praca pilota w liniach 🙂

Plus jest też taki, że gdy pogoda nie pozwoli na prawdziwe latanie (np. jako instruktor), tutaj z pewnością mi nie przeszkodzi.

A propos pracy w liniach…

To w październiku miałem kolejną szansę. Znów wizja pracy w Boeingu 737, tym razem „na miejscu”, u polskiego przewoźnika. Enter Air rozpoczął rekrutację 10 października i składała się z kilku etapów.

Moim planem minimum było dojście do etapu nr 3, gdzie wsiadało się do symulatora, żeby popisać się umiejętnościami pilotażu. Lub ich brakiem 😉

rekrutacja Enter Air
Rekrutację do „Entera” potraktowałem poważnie. Wykupiłem nawet dodatkową sesję przygotowawczą w symulatorze full flight Boeinga 737; fot. chmurki.eu

Niestety, odpadłem „w przedbiegach”, już na pierwszym etapie. Na pocieszenie dodam, że konkurencja była naprawdę spora, więc selekcja też musiała być konkretna. Na około 20 miejsc (to nieoficjalne liczby) było ponad 220 chętnych.

Światełko w tunelu 🙂

Innym pocieszeniem jest fakt, że „przypomniał sobie” o mnie Wizzair i otrzymałem zaproszenie na dwudniową rekrutację w Budapeszcie. Zaczynam 16 listopada, mam nadzieję, że 17.11 nadal będę „w grze”. Jeśli nie, to ten dzień spędzę na zwiedzaniu stolicy Węgier 🙂

rekrutacja Ryanair
W Dublinie czas na zwiedzanie miałem tylko nocą. Oby podobnie było w Budapeszcie, jednak z jeszcze lepszym rezultatem 🙂 fot. chmurki.eu

Inną z opcji jest Aer Lingus (Irlandia). Ogłoszenie pojawiło się całkiem niedawno, oczywiście aplikowałem 🙂 Dość szybko uzyskałem pozytywną odpowiedź i zaproszenie do udziału w „online assessment”. Teraz czekam na wyniki. Ja i około 3000 – 4000 (wg różnych nieoficjalnych źródeł) pozostałych kandydatów. Miejsc pracy jest około 100, więc szansa niewielka, ale zawsze większa niż 0 🙂

Jak widać, „trochę” się dzieje. I bardzo dobrze. Najgorsze co w mojej sytuacji mogłoby nastąpić, to spocząć na laurach i czekać aż ktoś się odezwie lub zupełnie odpuścić temat. A znam też takie przypadki.

Ja się cieszę z tego co robię. Rozwijam się w kilku płaszczyznach, cały czas motywacja jest na wysokim poziomie i poszerzam swoją wiedzę i umiejętności 🙂

Ogłoszenia parafialne

Kolejne artykuły będą nadrabiały zaległości w kolejności chronologicznej, od najstarszego. Czyli najpierw czeka dwuczęściowy wpis o rekrutacji do Ryanair, potem opiszę dzień otwarty i sesję przygotowawczą na simie w Enter Air.

Noc w Instytucie Lotnictwa
Noc w Instytucie Lotnictwa. Cały czas działamy i spoglądamy w kierunku samolotów 😉 fot. chmurki.eu

Następnie parę słów o tym jak wygląda rekrutacja w „Enterze” i o teorii do kursu FI(A) (instruktorskiego), o pracy w symulatorze Airbusa 320 w Jet-Team. Jak już będę „po”, to napiszę też co słychać w Budapeszcie (Wizzair) i być może także w Dublinie (Aer Lingus).

Zaglądajcie, bo będzie co poczytać 🙂 Oby tylko był czas, żeby to wszystko napisać 😛

10 thoughts on “Sprawy bieżące :) czyli co u mnie słychać…

  1. Dobrze, że w ogóle te rekrutacje w liniach jakieś są i rynek lotniczy powoli wraca na właściwe tory, miejmy nadzieję, że nic nowego nie stanie na przeszkodzie.
    Natomiast przeraża mnie ogrom konkurencji. 220 pilotów na 20 miejsc w rekrutacji do Entera…
    3-4 tysiące do Aer Lingus. Kosmos. A nie mówimy przecież o pierwszej lepszej robocie, do której nie są wymagane latami zdobywane uprawnienia, nakładem dużych pieniędzy i ogromu pracy.
    Przypominają się trochę dawniejsze czasy, gdzie praca w linii była wręcz nieosiągalna. Taki LOT to nawet rekrutacji nie prowadził przez bardzo długi okres.
    I nie produkowało się też tylu pilotów co dzisiaj. W tej chwili przybywa cała masa nowych licencji. Temat mocno się spopularyzował, pełno szkół, pełno symulatorów, jutubów, instagramów, tiktoków.
    Jak ja widzę ostatnio, że moja znajoma, która nigdy nie miała nic wspólnego z lotnictwem, robi w tej chwili 0-atpl to znaczy, że hype jest ogromny.
    Z jednej strony cieszę się, że lotnictwo się popularyzuje wśród ludzie wcześniej z nim niezwiązanych, bo to zawsze fajnie kiedy ktoś zaczyna się interesować czymś tak wspaniałym, z drugiej zastanawiam się, gdzie ci wszyscy ludzie znajdą pracę?
    Sprzedawcy marzeń swoje zarobią, ale wielu nowych adeptów musi się później zderzyć z brutalną rzeczywistością.
    Nigdy nie będzie idealnie, jednak masowe przybywanie pilotów, też nie sprawi, że linie zaczną ich uczciwie traktować i wynagradzać, bo i po co, skoro chętnych i tak nie brakuje. Można wybierać, przebierać a na końcu wziąć takich, którzy jeszcze dopłacą.

    Trzymam kciuki za Twoje kolejne rekrutacje. Mam nadzieję, że w Wizz (tu mała uszczypliwość w stosunku do polityki linii) płeć nie stanie na przeszkodzie w dostaniu pracy 😉
    No i czekam na szczegółowe opisy odbytych już rozmów z Ryanem i Enterem.
    Grunt to się nie poddawać i czekać na swoją szansę, w końcu się pojawi.

    Pozdrawiam i powodzenia 🙂

    1. W tej chwili po prostu „nazbierało się” wielu pilotów. Praktycznie 3 lata bez większych rekrutacji, a ludzie się szkolili. Część dała sobie spokój, ale część kontynuowała szkolenie dążąc do obranego celu. W dodatku, było sporo zwolnień. Stąd taka liczba osób z uprawnieniami, których wciąż jest sporo więcej niż potencjalnych miejsc pracy.
      Dzięki za trzymanie kciuków, również pozdrawiam! 🙂

  2. A propos FI – czy w Polsce jest w ogóle możliwość zarobienia na tym średniej krajowej? Albo chociaż kwoty w okolicy płacy minimalnej?

    &

    1. Jest. Pod warunkiem dobrej pogody i ośrodka, który zapewni Ci odpowiednią liczbę godzin lotnych. Jednak to tak jak ze wszystkim w lotnictwie – jeśli nie ma pasji, to przeliczanie pod kątem zwrotu z inwestycji zupełnie nie będzie miało sensu.
      Pozdrawiam! 🙂

  3. No przepraszam.
    Chyba obydwaj mamy rodziny na utrzymaniu, więc jeśli miałbym wieszać los moich bliskich na pogodzie i pasji to odczytuję Twoją odpowiedź jako – nie, nie da się.

    Wiem, że w USA jeśli chcesz zostać FI na stałe to po paru latach można z tego całkiem przyzwoicie żyć. O ile będziesz w tym dobry. Plagą tam jest duża rotacja, bo kto wykręci godziny jako FI odlatuje do linii 😉 To sprawia, że instruktor który będzie zatrudniony na stałe może liczyć na przyzwoite pieniądze. Może nie takie jak kapitan, nawet w liniach regionalnych ale $40k – $60k to poza dużymi ośrodkami niezła płaca.

    Mnie właśnie pieniądze zniechęciły do pójścia taką ścieżką jak Ty.
    Raz, że jestem 10 lat starszy, więc nie mam czasu czekać na ofertę pracy latami.
    Dwa, że zarabiam tyle, że na ATPL mógłbym sobie pozwolić. Ale zanim na lataniu dociągnąłbym do poziomu mojej obecnej pensji managera IT upłynęłoby zbyt wiele czasu 🙁

    Na otarcie łez mam świadomość, że w przeciwieństwie do pilota RYR mogę sobie samolotem polecieć dokąd mam ochotę. A jak nie mam ochoty mogę nie latać tygodniami 😀

    1. Cześć Bobasie 🙂

      Nie masz za co przepraszać. Jednak dokonałeś złej interpretacji. Nigdzie nie napisałem, że los moich bliskich jest lub będzie zależny od pogody czy pasji.
      Pozostając jednak przy pasji, to właśnie jest ten powód, dlaczego ktoś wybiera ścieżkę lotniczą, a nie IT. I wiele razy o tym pisałem tutaj na blogu. Nie zarzucam oczywiście ludziom z Twojej branży braku pasji, jednak istnieje z pewnością więcej racjonalnych przesłanek do wyboru właśnie tej drogi (praca w IT) aniżeli pracy w lotnictwie.

      Nie ma co ocierać łez – pilot RYR odpowiedziałby zapewne, że on do komputera może sobie siąść kiedy ma ochotę. A jak nie ma, to może go nie włączać tygodniami.

      Pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: